Aktualności

Ocalić od zapomnienia – pamięci pomordowanych przez Niemców mieszkańców przysiółka Czanieckich

1 września 1939 r. Niemcy bez wypowiedzenia wojny zaatakowały Polskę na całej długości granicy. Na Żywiecczyznę z rejonu Čadcy przez Przełęcze Zwardońską oraz Przysłop wkroczyły oddziały 7. Bawarskiej Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. Eugena Otta. Po zakończonej kampanii polskiej Żywiecczyzna weszła w skład nowo utworzonej rejencji katowickiej stanowiącej część prowincji śląskiej, a od 1941 r. tworzącej odrębną prowincję górnośląską w administracyjnych ramach III Rzeszy. Trwająca bez mała sześć lat wojna przyniosła przeogromny terror, rozliczne działania represyjne obejmujące między innymi masowe aresztowania, egzekucje, wysiedlenia, łapanki, pracę przymusową, jak również systematyczne niszczenie struktur życia społecznego i gospodarczego. Dramat ludności cywilnej nie zakończył się jednak wraz z pierwszymi oznakami załamywania się niemieckiego systemu okupacyjnego na początku 1945 r. 12 stycznia rozpoczęła się ofensywa Armii Czerwonej, zwana operacją wiślańsko – odrzańską, mająca na celu wyparcie Niemców z ziem polskich i przeniesienie działań wojennych na teren Rzeszy. W rejonie Żywca operowała 1. Armia Gwardii gen. płk Andrieja Greczki będąca częścią 4. Frontu Ukraińskiego. Ogromny impet, z jakim uderzyły siły sowieckie spowodował szybkie wyparcie sił wroga z poszczególnych miejscowości południowo-zachodniej Małopolski, po czym linia frontu ustabilizowała się i nastał czas kilkutygodniowych walk na stałych pozycjach. Przemieszczanie się oddziałów wojskowych, chaos komunikacyjny oraz aktywność formacji nieregularnych wpływały na stan permanentnego zagrożenia. Szczególnie niebezpieczna była obecność obcych oddziałów partyzanckich podporządkowanych sowieckim strukturom wojskowym i  wywiadowczym, działających poza kontrolą Polskiego Państwa Podziemnego. Jednym z takich oddziałów była grupa sabotażowo-dywersyjna „Awangarda” realizująca cele militarne Związku Sowieckiego. Jej działalność służyła sowieckiej strategii wojskowej i nie uwzględniała konsekwencji dla ludności cywilnej.

Na przełomie marca i kwietnia 1945 r. w związku z dynamicznym rozwojem działań wojennych po południowej stronie Karpat wyraźnie zmieniła się sytuacja frontowa. Sowieci rozwinęli natarcie z rejonu Krzyżowej i Korbielowa wzdłuż granicy polsko – słowackiej, na osi Sopotnia Wielka – Rajcza – Zwardoń. Obrany kierunek zagroził wojskom niemieckim przecięciem jedynej drogi odwrotu wiodącej przez Przełęcz Zwardońską. W związku z tym 3 kwietnia Niemcy rozpoczęli ewakuację wojsk z rejonu Żywca. Jeden z oddziałów ruszył boczną drogą w stronę Rycerki Górnej i czasowo ulokował się w przysiółku Czanieckich w pobliżu mostu. Jego dowódca po zajęciu kwatery w domu Franciszka Czanieckiego podzielił swój oddział na pięć grup przydzielając każdej z nich ciężki karabin maszynowy. Ponieważ w ciągu dnia Niemcy zauważyli w okolicy ruchy partyzantów, dwa spośród pięciu gniazd niemieckiego oporu otrzymały dodatkowo zadanie obstrzału lasu nad potokiem Rycerka.

W tym samym czasie grupa „Awangarda” przygotowywała akcję zbrojną wymierzoną przeciwko wycofującym się oddziałom niemieckim. Decyzja o jej przeprowadzeniu została jednak podjęta bez pełnego rozpoznania rozmieszczenia sił przeciwnika, a także uwzględnienia faktu, iż niemieckie stanowiska bojowe znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań cywilnych. W nocy z 6 na 7 kwietnia 1945 r. doszło do nieudanego starcia zbrojnego, w rezultacie którego oddział partyzancki poniósł straty i uległ dezorganizacji. Konsekwencje tej akcji w sposób tragiczny dotknęły jednak nie jej uczestników, lecz bezbronną ludność cywilną. Około godziny piątej nad ranem Niemcy z całą bezwzględnością stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej przystąpili do odwetu na mieszkańcach przysiółka Czanieckich podpalając należące do nich zabudowania mieszkalne i gospodarcze.

Najpierw podłożono ogień pod dom Antoniego Płoskonki. Przerażona rodzina rzuciła się na ratunek obłożnie chorej matce, którą zrozpaczony ojciec z córkami Marią i Heleną starali się wyprowadzić z płonącego domu. W tym samym momencie trzecia córka – Antonina porwała swoje czterotygodniowe dziecko i półrocznego synka siostry Heleny wyskakując do ogrodu. Kiedy zaś rodzina z chorą matką zdążyła wydostać się na podwórze, wszystkich na miejscu położono trupem. Wszędzie zapanował nieopisany zgiełk oraz lament bezbronnych, płaczących dzieci, wzajemne nawoływania wyskakujących z płonących domów i w rozpaczy wybiegających na oślep na ośnieżone pola ludzi. Niektórych ogień tak zaskoczył, że nawet nie zdążyli zabrać ze sobą odzienia. Wśród tego zgiełku i płaczu ryk bydła w płonących stajniach wzmagał grozę pożogi, w  której spłonęło ostatecznie dwadzieścia zabudowań.

Wśród zgliszcz pozostało dziesięć ludzkich ofiar zastrzelonych lub żywcem spalonych. Kto ze starszych osób nie zdążył na czas wyskoczyć z chaty ginął od wybuchu granatów rzucanych do wnętrza. W wyniku niemieckiej pacyfikacji zginęli:

W rodzinie Płoskonków: ojciec Antoni „Józiczek” ur. 18 II 1884 r.

   matka Wiktoria ur. 3 XII 1890 r.

   córka Helena ur. 30 IX 1925 r.

   córka Marianna ur. 27 II 1928 r.

W rodzinie Szczotków: ojciec Karol ur. 5 III 1868 r.

matka Julianna ur.25 VI 1883 r.

syn Antoni ur. 4 I 1918 r.

W rodzinie Słowiaków: ojciec Franciszek ur. 2 XI 1879 r.

W rodzinie Biernatów: matka Karolina ur. 22 III 1891 r.

W rodzinie Czanieckich: matka Karolina Zeman ur. 23 IX 1893 r.

Po dokonaniu zbrodni Niemcy wycofali się w kierunku Oźnej. Nazajutrz, 8 kwietnia do wsi wkroczyli Sowieci. Ofiary pacyfikacji zostały pochowane 10 kwietnia we wspólnej mogile na cmentarzu parafialnym w Rajczy.

W 2005 r. proboszcz parafii w Rycerce Górnej ks. Stanisław Wardyński poświęcił zamontowaną na fasadzie kościoła parafialnego tablicę pamiątkową dedykowaną ofiarom tragicznych wydarzeń z 7 kwietnia 1945 r., którą odsłonili wójt Gminy Rajcza Adam Iwanek oraz senator RP V kadencji Władysław Bułka.

Natomiast w 80. rocznicę pacyfikacji przysiółka Czanieckich, 15 czerwca 2025 r. w  pełnej celebrze odsłonięto pomnik. Niniejszego aktu dokonali przedstawiciele rodzin ofiar – Józef Cokot i Antoni Czaniecki, a także ks. Krzysztof Sordyl proboszcz parafii NMP Nieustającej Pomocy w Rycerce Górnej. Umieszczona na pomniku tablica ze stosowną inskrypcją została ufundowana przez Oddziałowe Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.